Love Like Winter (AFI)

Byłam wczoraj u psycholożki robić kolejny test. Tym razem zmierzyłam się z plamami Rorschacha i zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam ukrywając fakt, że na praktyczni każdym obrazku widziałam ćmę. Przyznałam się do dwóch. Okej, takie działanie pobudza kreatywność, ale musiałam odpowiadać sobie nie na pytanie „co tu jest?”, „jeśli nie ćma, to co?”. Trochę oszukaństwo, imho, ale mój umysł też mnie oszukuje, skoro wszędzie chce widzieć to samo, zamykać się w jednej tylko ścieżce.

„But no man can live forever, except he who possesses the heart of a star.”
Wisiorek z kluczem do serca gwiazdy został zerwany. Kupiłam w textilmarkecie przeceniony wisiorek za 2 zł, jeszcze w tramwaju będąc wyjęłam szczypce, odczepiłam tani wisiorek i zaczepiłam na nowo kluczyk. Szkoda, że nie wszystko da się naprawić tak łatwo.

Pozowałam niedawno do aktu w Gdańskiej Szkole Artystycznej. Fajne doświadczenie, zwłaszcza podobał mi się moment, kiedy zadzwonił mój telefon. Siedzi sobie na tronie dziewczyna ubrana jedynie w perły, a tu nagle dobiega: „postspecjaliści wszelkiej maści, pryszczaci chłopcy z ONRu, Macierewicza entuzjaści, lobbyści od deweloperów, wolnorynkowych buców banda, co socjal pragnie brać pod lupę, szlam z kapitalistycznego szamba- całujcie mnie wszyscy w dupę…”

Dramatycznie boję się zimy.

Taką wodą być (Happysad), Do końca wszystkiego (Mjut)

Faust i Driada

dwie strony tego samego równania
dwie strony strzałki kompasu
dwa kurki z wodą z kranu
dwie strony tej samej monety

dwie ręce tej samej osoby
dwie strony tej samej kasety
dwa skrzydła jednego okna
dwie kieszenie tej samej bluzy

dwa buty do pary
dwa skrzydła ćmy
dwie wskazówki zegara
dwa kolory w czarno-białym filmie

dwa skrzydła okładki książki (o nas)
dwa dania obiadu
dwie narty Małysza
dwa wierzchołki rogala księżyca

dwa Przesilenia
dwie Równonoce
początek i koniec
i wszystko co pomiędzy

to Ty i Ja

 

taką wodą być

do końca wszystkiego

La Dryade (Gris)

Zakumplowałam się dziś z gołębiem. Siedziałam na ławce i czekałam na autobus, aż tu nagle przyleciał taki szary ziomeczek i usiadł mi na ramieniu.
Nie, nie jadłam wtedy nic, nie próbował zakumplować się z moją bułką.
Tak, możliwe, że przyleciał tylko dlatego, że liczył na to, że coś mam. Jego wewnętrzne ptasie supermoce wyczuły, że spośród tych wszystkich ludzi znajdujących się na przystanku, akurat ja mam w torbie kawałek chleba i jestem gotowa się nim podzielić i tylko dlatego przyleciał. Mogło tak być.
Ale to nie ważne. Ważne jest to, że zakumplowałam się dziś z gołębiem. Muszę jutro spakować do torby kaszę, bo gołębie nie powinny jeść chleba, szkodzi im.

Czasem myślę, że łatwiej by mi było, gdybym odpuściła i przyjęła, że się myliłam. Że sowy jednak są tylko i dokładnie tym, czym się wydają. Aż tu nagle przylatuje taki gołąb i przypomina mi, kim i skąd jestem.

la dryade